czwartek, 21 lipca 2016
20. Keylan kontra Brock
Oboje byli zbyt młodzi i za mało zaprawieni w boju, by ich ciosy były w jakiś sposób przemyślane. Miecze świetlne uderzały o siebie szybciej od jednego uderzenia serca. Iskry, które uciekały przy każdym spotkaniu dwóch laserów były tak naprawdę odzwierciedleniem utraty ich siły. Każdy wymach przy takim skwarze, jaki oferowała pustynna planeta Ferraria wymagał coraz większego wysiłku.
- Jeszcze możesz zmienić zdanie! - ryknął Brock.
Dwa niebieskie światła zlewały się tak, że Keylan nie widział jego twarzy i pewnie też by go nie usłyszał, gdyby nie czuwająca nad nimi Moc. Czuł się bardziej świadomy od Brocka. Gdzieś w środku wiedział, że taka prymitywna walka nie przyniesie żadnej odpowiedzi. Starał się oddać Mocy i dać się jej prowadzić, ale bez przerwy musiał odpierać ataki Brocka.
Miał wrażenie, że coś szepcze mu do ucha. A nawet, jeśli mu się wydawało, to z całą pewnością czuł gniew gnający mu wzdłuż kręgosłupa. Gniew, który próbował go kontrolować.
- W twoim przypadku nie ma drogi odwrotu! - Brock też ledwo słyszał młodszego Jedi wśród trzasków laserów.
W jego przypadku gniew był czymś, z czym coraz bardziej się oswajał. O wiele łatwiej było czerpać z niego pokłady energii.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz